Kryzys już niby mija. Trwał u nas w teorii rok czy półtora, co dla zwykłego zjadacza chleba objawiło się głównie szumem medialnym i spowolnieniem akcji kredytowej w bankach. Ja przez ten czas obserwowałem moje mini osiedle i oto jakie wnioski się nasuwają.
1. W tym roku, czyli w roku „kryzysu”, wystartowała rekordowa liczba budów. Być może ludzie zdarzyli uzyskać kredyt przed wybuchem paniki. Tak czy inaczej, buduje się u nas aktualnie więcej niż przez minione 10 lat. Tutaj kryzysu nie widać.
2. Pojawiły się działki i budynki na sprzedaż. W ostatnim czasie nikt nie chciał sprzedawać. Widać było tylko potencjalnych kupujących. Co z tego wynika? Nie mam pojęcia. Z jednej strony sprzedawać muszą ci, którzy popadli w kłopoty finansowe. Z drugiej strony sprzedawać chcą ci, którzy aktualnie liczą na największy zysk. Ceny nieruchomości stanęły i nie wiadomo kiedy i czy w ogóle pójdą w górę. Może to i dobry czas na sprzedaż. Tutaj kryzys widać, ale nie odbija się ani na plus ani na minus. W zasadzie wszyscy powinni się cieszyć. Kupujący – że szalony wzrost cen został zatrzymany, sprzedający – że wartość ich nieruchomości osiągnęła poziom dający przyzwoity zwrot z inwestycji.
3. Wykonawcy mają wolne terminy. Tu kryzys widać. Oznacza to, że w skali globalnej, mimo wszystko, mniej się buduje. Nie ma jednak dramatu, bo wykonawcy nie są skorzy do obniżania swoich, wysokich zresztą, wynagrodzeń. Prawdziwy kryzys zmusiłby ich do tego. Zatem kryzys jest, ale niewielki.
Tak to wygląda z punktu widzenia mojego mini-osiedla. Wygląda na to, że nie taki kryzys straszny, jakim go media malowały. Przeciętnemu Kowalskiemu ten kryzys wychodzi nawet na dobre, przynajmniej jeśli chodzi o nieruchomości. Bo nasz „kryzysik” zatrzymał szalejącą falę wzrostów cen nieruchomości, materiałów, robocizny.
Co do wykonawców, to kryzys napewno był w Europie bo część ludzi wróciła i tutaj zaczeli pracować, tym samym na rynku wykonawców zrobiło się tłoczniej i stąd wolne terminy.
Witam !
Dziękuję za prowadzenie bloga. Jest dla mnie bardzo pomocny i mogę czerpać z cudzych doświadczeń. Bardzo mi zależy na obiektywnej ocenie wentylacji mechanicznej (tu czytałem już, że jest pozytywna) i GWC. Czy GWC ma na tele zalet że warte jest zamontowania czy lepiej poprzestać na samej wentylacji mechanicznej z rekuperatorem ? Jaki jest orientacyjny dodatkowy koszt samego GWC ?
Pozdrawiam i będę wdzięczny za odpowiedź.
Mam jeszcze jedno pytanie.
Na innym forum przeczytałem :
” Tylko jedna uwaga, w przypadku np. pieca gazowego bez względu na rodzaj wentylacja MUSI być grawitacyjna.
Ano wynika z przepisów
Tu nie chodzi o to skąd piec bierze powietrze do spalania tylko, że w razie wycieku/nieszczelności gaz musi móc „wydostać” się z pomieszczenia.
I system awaryjny (czyli wentylacja) musi być niezależna od jakiegokolwiek zasilania energią.”
Czyli wynika z tej wypowiedzi, że w kotłowni z piecem gazowym musi być wentylacja grawitacujna.
Czy mozna prosić o komentarz w tej sprawie ?
To pytanie mialo byc chyba do innego wpisu, ale odpowiem tutaj, skoro padlo.
Nie wiem czy dobrze pamietam, ale w kotlowni gazowej musi byc wentylacja grawitacyjna, przy czym jej rodzaj zalezny bedzie od rodzaju gazu. Przy propanie na przyklad, niezbedna jest kratka na poziomie posadzki, ktora w przypadku wyplywu paliwa pozwoli na jego ucieczke na zewnatrz budynku (propan jest ciezszy od powietrza).
Jesli w pozostalej czesci budynku pracuje wentylacja mechaniczna, to kotlownie powinno sie oddzielic szczelnymi drzwiami. W samej kotlowni trzeba miec kanal wentylacyjny a takze nawiewniki pozwalajace na naplyw powietrza z zewnatrz (badz wspomniana kratke w przypadku propanu).
Odnosnie GWC, to troche ciezko powiedziec. GWC kosztowalo mnie ok 10tys. zl. Nie mam pojecia czy ta inwestycja sie zwroci i tutaj jest w zasadzie pies pogrzebany. Jesli chodzi o sam komfort, to nie czuc jakiegos znaczacego efektu. O ile sama wentylacja podkrecona mocniej, od razu daje wyczuwalny efekt „wietrzenia”, to juz GWC wyczuwalnych efektow nie daje. Latem niby troche chlodzi, ale nie jest to przeciez klima. Cudow nie ma co oczekiwac. Zima na pewno ogrzewa powietrze wtlaczane do domu, ale ciezko jest ocenic wymierne efekty. Trzeba by zbadac roznice zuzycia opalu. Tylko jak to zrobic, gdy pogoda taka zroznicowana?
Jakiś tam kryzys na pewno się pojawił – tylko należy się zastanowić czy był on spowodowany kryzysem samym w sobie, czy strachem przed ewentualnym kryzysem, czy może mówiąc z perspektywy kilku zimowych miesięcy, niesprzyjającymi warunkami pogodowymi. Myślę, że głównie firmy zaprzestały tak dynamicznego inwestowania w dobie „kryzysu” aby zabezpieczyć się na wszelki wypadek – czyli jednak strach. Miejmy nadzieję, że teraz wszystko wróci do normy – ruszą inwestycje, które został zaniechane itd. Wiosna w natarciu, kryzys wycofuje się – pora inwestować w rozwój…
Jak idzie budowa, przydał by się jakiś nowy wpis.