W zasadzie mieszkamy już od początku maja, ale jakoś nie było okazji napisać. Początkowo był chaos – spaliśmy w salonie, który był jedynym względnie wykończonym pokojem. Kuchni praktycznie nie było – ledwie kilka szafek użyczonych przez teściów, maszynka elektryczna do gotowania, czajnik bezprzewodowy i AGD do zabudowy bez zabudowy. W łazience brakowało szafek, a więc i zlewu, którego nie było na czym postawić. Myliśmy się w zlewie gospodarczym, w kotłowni.
Okazuje się, że warto było zamieszkać na takiej prowizorce. Daje to niesamowitą mobilizację do działania, szczególnie, że jesteśmy ludźmi ceniącymi porządek. Przez te prawie cztery miesiące udało się zrobić na prawdę sporo. Po pierwsze dorobiliśmy się kuchni – teraz to prawdziwe serce domu i pomieszczenie reprezentacyjne zapięte niemal na ostatni guzik. Łazienka także dokończona, brakuje jedynie wieszaczków, ale bez tego można jakoś żyć. Udało się także zrobić schody (wyglądają pięknie) oraz część podłóg na poddaszu, dzięki czemu sypialnie przenieśliśmy z salonu na piętro. Ze szwagrem zmontowaliśmy szafki i blat w kotłowni, więc nasz dom zyskał w pełni funkcjonalną pralnię. Tak, pralnię, bo oprócz pieca mamy w kotłowni pralkę i zlew gospodarczy. Szafki wprawdzie z marketu, ale wyglądają znośnie, a kosztowały grosze. W pomieszczeniu gospodarczym nie potrzeba nam marmurów. Kasia szaleje na ogrodzie, który też powoli zaczyna pięknieć, tutaj jest jeszcze jednak wiele do zrobienia. Nie tak łatwo jest zagospodarować 1500 metrów nieużytków przypominających krajobraz księżycowy.
Oczywiście wiele jeszcze przed nami. Przed zimą musimy zrobić balkony, żeby nam nie zaciekało po ścianach. Będzie też kończona elewacja (puc) i podbitka. Niestety przystopuje to prace wewnątrz, bo pochłonie wszelkie oszczędności, których zresztą i tak nie mamy. Zimą będziemy pewnie malować resztę pokoi na poddaszu. Może uda się dokończyć podłogi. Niestety prace są spowalniane przez dziurę w budżecie. Na wszystko trzeba powoli zarobić.
Dajcie fotki Panie kolego. Tyle nowego trza pokazać
pzdr
Chciałam podziękować za bloga, jest dla mnie inspiracją. Wreszcie zaczynam myśleć o własnym domku.
Pozdrawiam
Faktycznie przydały by się fotki…