Ostatnio trochę mniej jakby pisze, za co wszystkich czytających bardzo przepraszam. Nadszedł w końcu taki okres, że więcej mogę na budowie zrobić własnoręcznie. Tym chętniej się do tego garnę, że środki jakie mieliśmy do wydania, kończą się, a chcielibyśmy zamieszkać w jako-tako wykończonym domu. Już wiemy, że nie uda się zrobić tyle, ile sobie założyliśmy, ale inwestując swój czas wolny, mamy nadzieje polepszyć nieco sytuację.
Dzisiaj kilka słów o kominku. Przypomnę, że wybraliśmy rozwiązanie czysto rekreacyjne – bez żadnego specjalnego rozprowadzania ciepła. O przyczynach wyboru możecie doczytać w starszych wpisach, do czego serdecznie zachęcam. Wracając do tematu, budowa kominka okazała się dużo trudniejsza niż można było sobie na początku wyobrazić. W zasadzie koncepcja zmieniła się diametralnie od moich pierwotnych wyobrażeń. Jedyne co pozostało, to prosta forma. Zmienił się rodzaj wkładu – z prostego na narożny, z szybą giętą pod kątem prostym. Dzięki temu będzie można obserwować ogień zarówno z salonu, jak i od strony jadalni. Przestrzeń między kominkiem a ścianą, która i tak była stracona, wykorzystaliśmy na organizację miejsca na drewno oraz ozdobne, podświetlane półki (o których od zawsze marzyła moja żona). Do półek trzeba było podciągnąć zasilanie, o którym nie pomyśleliśmy wcześniej. Na szczęście udało się to zrobić bez większej rewolucji.
Długo zastanawialiśmy się nad wyborem kamienia. Początkowo podobał nam się beżowy trawertyn. Później zdecydowaliśmy się jednak na ciemne, wpadające w czerwień panele podłogowe. W związku z tym zaczęliśmy szukać pasującego kamienia. Wybór padł na czerwony trawertyn. Kamień drogi, ale wart grzechu. Teraz oceniam, że był to strzał w dziesiątkę. Kamień wygląda rewelacyjnie, a do tego jest bardzo żywy. Jego usłojenie nie jest nudne, z każdej strony wygląda nieco inaczej. Każdy, kto pierwszy raz go widzi, myśli w pierwszym momencie, że to drewno.
Generalnie z kominka i jego formy, którą udało się w trudach wypracować, jesteśmy bardzo zadowoleni. Niestety gorzej z wykonaniem. Na początek wyszło kilka drobnych niedoróbek – niedokładne szpachlowanie skrzyni i niewypolerowany miejscami kamień. Po pierwszym paleniu nastąpiła od razu mocniejsza awaria – rozszerzający się wkład rozsadził w jednym miejscu kamień. Wykonawca nie przewidział chyba tak dużej pracy wkładu, który na dodatek rozszerza się dość nierównomiernie. Za wykonane prace nie zapłaciliśmy jeszcze, więc czekamy na ruch wykonawcy, licząc na sprawne załatwienie sprawy (bo dotychczasowa współpraca układała nam się wzorowo).
Świetna rzecz ten wasz kominek! Kurcze, chyba (jesli pozwolisz) dokonamy kopii rozwiązania bo wygląda rewelacyjnie.
Nie mam nic przeciwko, a nawet jestem dumny, ze komus sie podobaja nasze pomysly.
KIominek z dwoma szybami jest fajny, ale czy nie wpływa to na jego osłabienie konstrukcji.