Bank to taka instytucja, która pożycza nam pewną kwotę pieniędzy, by odebrać później dwa razy więcej. Mogłoby się wydawać, że banki powinny widzieć nas jako swoich najlepszych klientów. Nic bardziej mylnego. Przynajmniej nie w moim przypadku.
Po pierwszym spotkaniu z Expanderem byłem pełen optymizmu. Dostałem dobrą ofertę, zdolność kredytowa pozwalająca na pożyczenie znacznie większej kwoty niż jest mi potrzebna, brak zobowiązań, uregulowane wojsko, stabilna praca. Wydawać by się mogło, że jestem idealnym klientem dla banków. Wybrałem dwie oferty, złożyłem tonę dokumentacji. Po kilku dniach odezwał się pierwszych z banków – GE. Okazało się, że nie wypełniłem jednej z obowiązkowych rubryk w kosztorysie. Tu pierwszy minus dla Expandera, którego doradcy nie raczyli dokładnie sprawdzić dokumentów przed wysłaniem. Drugi brak – bank nie potrafił się dodzwonić do naszej księgowości, więc jako dowód moich zarobków zażyczył sobie zaświadczenia o składkach odprowadzanych do ZUS. Nic, zacisnąłem zęby, poprawiłem kosztorys, wyciągnąłem papiery z ZUSu, mając nadzieję, że dalej będzie już z górki.
W międzyczasie spotkałem się z uprzejmym doradcą drugiego banku – Raiffeisena. Ten bank chciał z kolei sprawdzić dokładnie stan moich środków trwałych. Trzy wizyty w SKOKu były mi potrzebne, by wyciągnąć dane o mojej lokacie. Poza tym bank nie uznał decyzji o pozwoleniu na budowę. Nie ważne, że budowa się już rozpoczęła i prowadzony jest jej dziennik. Dla banku to za mało i musiałem załatwić oświadczenie o ostateczności decyzji z UM. Trzy dni w plecy, bo przecież nie od dziś wiadomo, że wniosek z parteru na drugie piętro musi iść dwa dni, a gdy jedyna słuszna urzędniczka ma wolne, nic nie da się załatwić.
Gdy już uzupełniłem papiery w Raiffaisenie (strata tygodnia roboczego), po kilku dniach znowu zadzwonił do mnie owy miły pan i zakomunikował, że na zaświadczeniu o zarobkach brakuje w jednym miejscu pieczątki zakładu pracy. Nie ważne, że owa pieczątka była przystawiona jeszcze w dwóch innych miejscach. Przepisy bankowe są bezwzględne. Tutaj się lekko wkurzyłem i zmusiłem bankowca do przyjazdu do firmy. Z wielką przyjemnością przystawiłem mu osobiście pieczątkę na zaświadczeniu. Tylko co z tego? Znowu kilka dni straconych.
Dla odmiany przyszła kolejna informacja z GE, że zaświadczenie z ZUS jest nieprawidłowe, bo nie ma na nim wymienionej podstawy, od której były odprowadzane składki. Pierwsza moja myśl była taka, by olać ten bank. Przecież to jest jawne walenie klienta (petenta?) w rogi. Moja pierwsza myśl złagodniała, gdy otrzymałem pozytywną decyzję z Raiffeisena. Pozytywną tylko dla nich.
Warunki dali nawet lepsze, tyle że oprócz dwóch kluczowych pozycji. Oprocentowanie 3,7% (Expander obiecał 2,9%), wcześniejsza spłata obarczona prowizją przez pierwsze 3 lata (Expander – bez prowizji). To mi wystarczyło, by się sprężyć i ponownie wyruszyć do ZUSu po papiery dla GE. W tym miejscu pozdrawiam panią Kasię z Expandera. Tylko niech mi pani już nie wciska, że LIBOR wzrósł o 0,8% w ciągu ostatnich 2 tygodni.
Co dziwne, z ZUSu papier udało się wyciągnąć w dwa dni, choć byłem początkowo straszony dwoma tygodniami. Na szczęście w tej pięknej instytucji też pracują LUDZIE i na szczęście trafiłem na LUDZI, a nie na URZĘDNIKÓW. Wczoraj zaniosłem papier do Expandera i kazałem im od razu wysłać do banku, starczy mi już ich wpadek.
Teraz czekam na opinie z GE i nowe warunki z Raiffeisena. W tym drugim jasno zakomunikowałem, że przedstawione warunki są dla mnie nie do przyjęcia. Zażyczyłem sobie obniżenia oprocentowania, zdjęcia wpisu o prowizji za wcześniejszą spłatę oraz skredytowania prowizji początkowej i ubezpieczenia pomostowego, bo w międzyczasie wszystkie oszczędności zdążyłem już wpakować w budowę.
Środki własne wykorzystałem, zapożyczam się u rodziny, formalności kredytowe trwają, ale optymizmu jeszcze nie tracę. W przyszłym tygodniu będę obserwował rosnące ściany parteru, mam nadzieję, że to nastroi mnie do jeszcze energiczniejszego działania.
Hmm, ciekawe. Jestem ciekaw jak to wygląda dzisiaj.