Na forum rozgorzała ostatnio dyskusja o cenach robocizny, których wzrost wydaje się nie mieć końca. Chciałbym poruszyć ten temat także na swoim podwórku. My mieliśmy nieprzyjemność budować w okresie lawinowego wzrostu cen – i to zarówno materiałów jak i robocizny. O ile ceny materiałów przestały szybować w górę, robocizna ciągle uparcie zmierza w kierunku średniej unijnej. Robocizna dla domu średniej wielkości sięga już 100tys. złotych. Cena zawrotna, zważywszy, że jeszcze dwa-trzy lata temu, były ekipy, które dom budowały za 15-20tys. zł. Zarobki nie wzrosły aż tak bardzo, więc pojawia się pytanie – dlaczego tak się dzieje. Odpowiedź nie jest łatwo znaleźć. Wymienię kilka czynników, które moim zdaniem mają wpływ.
1. Prawa ekonomii – popyt i podaż. Popyt na robociznę rośnie, a podaż maleje, bo wykonawcy pouciekali na zachód. Ceny muszą rosnąć.
2. Kredyty. Dostępność kredytów sprawia, że „stać” nas na więcej. Przynajmniej tak się nam wydaje. Wykonawcy dyktują zawyżone warunki, a my na nie przystajemy, bo wydaje się nam, że takie ceny to norma.
3. Więcej budujemy. Ilość wydanych pozwoleń rośnie z roku na rok. Polacy nie chcą już najwidoczniej mieszkać w blokach. Tylko nie ma komu budować domów. Dalej patrz punkt pierwszy.
Jak zapobiec wzrostom cen? Wystarczy spojrzeć raz jeszcze na wymienione wyżej czynniki.
Ad 1. Zaprośmy do siebie tańsze ekipy ze wschodniej części kraju, gdzie ceny robocizny są znacznie niższe albo pójdźmy jeszcze dalej i zaprośmy fachowców zza wschodniej granicy. Budujące jest to, że naszym rynkiem zaczynają się interesować firmy zza zachodniej granicy, o czym pisze dzisiejsza Gazeta. Ceny są jeszcze nieco wyższe od naszych, ale niedługo mogą się wyrównać. Nic nie zrobi nam lepiej niż odrobina konkurencji. A do tego możemy zyskać na jakości, bo nie od dzisiaj wiadomo, że niemcy są mistrzami budownictwa.
Ad 2. Tutaj wszystko w rękach banków. Powoli dochodzimy do miejsca, w którym nasze możliwości kredytowe będą niewystarczające, by udźwignąć koszt budowy domu (ale także zakup mieszkania). Jeśli nie wzrosną zarobki, to boom budowlany może się zakończyć. Nawet jeśli zarobki wzrosną, to mogą nie dogonić cen robocizny.
Ad 3. Tutaj ciężko coś wskórać, tym bardziej, że wszystko zmierza w kierunku uproszczenia procedur uzyskiwania pozwoleń na budowę. Będzie ich więcej, ale ratunkiem mogą być galopujące ceny działek. Nie będzie pozwoleń, jeżeli Polaków nie będzie stać na zakup działki.
Jest jeszcze jedna oczywista oczywistość. Na wysokie ceny wcale nie musimy (i nie powinniśmy) się godzić. Jeśli jakaś ekipa zawyża wycenę i nie pozwala na negocjacje, to powinniśmy szukać innej. Poszukiwania trzeba w takim przypadku zacząć odpowiednio wcześniej, ale na pewno warto, bo gra toczy się o duże pieniądze. Jako przykład podam, że wyceny robocizny mojego stanu surowego zawierały się w przedziale 40 – 90 tys. zł. Wszystkie od sprawdzonych i poleconych ekip. Wybrałem ofertę najtańszą, od ekipy, która nie została oceniona jako wzorowa, ale z pewnością buduje zgodnie ze sztuką. Mógłbym wybrać ekipę „wzorową” ze szczytu przedziału cenowego, tylko wtedy mój budżet by się nie spiął, musiałbym ciąć koszty, stosując materiały gorszej jakości albo rozłożyć budowę na kilka lat.
Na koniec o tytułowych czajnikach. Ktoś na forum napisał odnośnie mojego wyboru:
„To takie typowe u Polaków – idąc po czajnik elektryczny za 50 zł bierzemy gwarancję, a do budowy domu za pareset tysięcy zł szukamy ekip najtańszych.”
Mnie nie stać na czajnik za 500zł, wybrałem więc taki za 50zł, ale wcześniej zapytałem znajomych o ich czajniki i wybrałem sprawdzony model, który będzie mi pewnie służył przez wiele lat.